Sunday, December 15, 2024

UTAH, JESIEŃ - 2024


 UTAH, JESIEŃ 2024.


   Po raz kolejny w życiu postanowiłem udać się w podróż do mojego ulubionego miejsca w USA - czyli do Utah.

O ile mnie pamięć nie myli to już piąty a może nawet szósty raz i mam nadzieję, że nie ostatni. Tym razem to wyjazd najpóźniejszy jeśli chodzi o kalendarz. Świadomie wybrałem taki okres ze względu na pogodę (słońce i temperatura) i ze względu na przerzedzone już tłumy. Nastawiony na chodzenie źle się czuję podczas deszczu lub upałów a także nie znoszę ludzkich tabunów. Trochę doskwierały mi długie i mroźne noce, i krótkie dni. Myślę, że logistycznie bylem dobrze przygotowany. Sprawdziłem się również fizycznie a co najważniejsze moja kostka wytrzymała obciążenie prawie codziennego trekkingu.

Jeszcze przed wyjazdem z domu myślałem o połączeniu Utah z Arizoną ale oprócz dwóch dni spędzonych na północy Arizony powróciłem tam gdzie czuję się bardzo szczęśliwy. Zresztą oba stany są dla mnie bliskie ze względu na swoją normalność. W obu lewactwo jeszcze się nie rozpanoszyło tak jak to jest w Washington state. Bogu dzięki tam ludzie wciąż myślą i zachowują normalnie.

Było więc super mimo spartańskich warunków. Najważniejszym elementem tej podróży był mój 17-letni samochód (toyota highlander). Służył mi nie tylko jako środek transportu ale również jako mój wakacyjny dom. Zapewnił mi wyższy komfort, od tego który miałem  wędrójąc z jednoosobowym namiotem.

Podczas tego miesiąca tylko raz zjadłem obiad w restauracji. Wyjazd był tani a największy wydatek to benzyna do auta. Nie jest ona już tania a 6-cylindrowy silnik spala jej dużo. Większość nocy spędziłem parkując na oficjalnych (płatnych) campingach. Jako senior korzystałem z 50% zniżki. Oczywiście od czasu do czasu uzupełniałem zapasy prowiantu a czasem nie mogłem sobie odmówić porządnej kawy mając dosyć rozpuszczalnego badziewia.

Ze względu na przerwę w dostawie energii w domu i na wyraźne życzenie mojej wspaniałej żony musiałem ze smutkiem skrócić wyjazd.

Szkoda, bo było wspaniale i chętnie pozostałbym tam o wiele, wiele dłużej.



   25/10/2024 - Piątek.


Wczoraj około 11:00 wyruszyłem z domu w kierunku Utah. Zacząłem bardzo niefortunnie bo wyjeżdżając z garażu zaczepiłem o Iwony samochód. Winię za to brak kamer, do których przyzwyczaiłem się w Polsce. Planowałem zatrzymać się na kilka godzin snu na parkingu należącym do sieci sklepów Walmart w Twin Falls (Idaho). Niestety zjazd z autostrady był zamknięty ze względu na roboty drogowe. Mimo zmęczenia jechałem dalej z postanowieniem zatrzymania się na najbliższej Rest-area. To nie są dobre miejsca ze względu na jeżdżące ciężarówki ale bezpieczne. Mimo wad ucieszyłem się kiedy zobaczyłem znak, że za dwie mile będzie parking.

Większość drogi miałem już za sobą i dlatego w dzisiejszy poranek nie spieszyłem się z powrotem na autostradę. Około 14:00 dotarłem w okolice Moab (Utah) gdzie zamierzam spędzić kilka dni. Jest słonecznie i przyjemnie ale w przyszłym tygodniu pogoda ma się zmienić. Będzie zimno  i zobaczę czy poradzę sobie z niską temperaturą. Oczywiście wrażeń dużo bo droga numer 6 przez pierwsze 30-40 mil jest bardzo widowiskowa. Resztę dnia postanowiłem spędzić na lenistwie ale od jutra mam zamiar wyruszyć na ścieżki.









   26/10/2024  -  Sobota.

Po spokojnie spędzonej nocy (wśród wielu innych osób takich jak ja, tzn nisko budżetowych i mieszkających we wszelkiego rodzaju środkach transportu), nadszedł czas na relaks i czynny wypoczynek. Tegoroczny pobyt rozpocząłem od Canyonlands NP. Pogoda super a widoki to takie tylko wprowadzające. Dzisiaj byłem w  części - Island in the sky. Jutro zamierzam przenieść się i pozostać przez kilka nocy do The Needles. To moja ulubiona część  tego wielkiego parku. Oczywiście zależy to od możliwości campingowych w parku. Liczę, że będzie ok ponieważ ludzie wracają w niedzielę do swoich domów. Fajnie jest znowu być na łonie natury i kontynuować życie włóczęgi. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.




















   27/10/2024  -  Niedziela.


Sobotę zakończyłem uczestnicząc we mszy św w kościele katolickim w Moab.

Natychmiast po niej wyjechałem w kierunku południowym aby mieć bliżej do Canyonlands NP. Po drodze liczyłem, że rozpoznam miejsce, w którym kilka lat temu spędziłem noc. Szczęśliwie rozpoznałem miejsce przed zapadnięciem zmroku. Było już sporo ludzi podróżujących oszczędnie tak jak ja. Nie lubię spać w aucie na rest area ponieważ jest na nich tłoczno i słychać śpieszące nocą ciężarówki. Takie rozwiązanie wybieram tylko gdy jest ono jedynym. Rano okazało się, że nie mam już połączenia ze światem i nie mogę zameldować się żonie. Bez przygód dotarłem do Parku i ucieszyłem się bardzo kiedy znalazłem wolne miejsce na campingu. Z radości postanowiłem pozostać tutaj przez kolejnych 5 nocy. Jako posiadacz karty seniora mam 50% zniżki i za miejsce płacę 10$ (za noc). Oczywiście nie będę rozbijał namiotu ponieważ wyższy standard zapewnia mi mój highlander (szkoda tylko że tak dużo pali). Na campground jest czysto, jest wygodna toaleta i woda zdatna do picia.

Po zjedzeniu późnego  śniadania założyłem plecak i wyruszyłem na moją pierwszą trasę. Po rozmowie ze strażnikiem parkowym (Ranger), który powiedział min, że jego ulubioną trasą jest Peekaboo Trail postanowiłem zacząć od niej. Już na początku popełniłem błąd bo pomyślałem, że trasa w obie strony liczy 5.4 mili. Po przejściu 2 mil dotarło do mnie, że przecież tu byłem i szedłem kilka godzin. Było to kilka lat temu kiedy cieszyłem się lepszym zdrowiem.

Żal było zawracać, więc postanowiłem iść dalej. Nie doszedłem do końca i zawróciłem kiedy mój pokładowy GPS pokazał 5 mil. Prawdę mówiąc przestało być ciekawie po przejściu 4.5 mili. Mimo to brnąłem dalej aż w końcu pomyślałem o mojej biednej kostce. Na dodatek zaczęło mnie pobolewać biodro. 

Niestety, to co mnie otaczało (te niepowtarzalne widoki), odebrało mi resztki rozumu i zdrowego rozsądku. Adrenalina porwała mnie w swoje objęcia a ja ochoczo się temu poddałem. Powiedział by kto - stary a głupi.

Było pięknie i jako prosty człowiek nie jestem w stanie tego opisać ze względu na ubogi język. Nie sądzę, że oddadzą to zdjęcia czy film. Tutaj trzeba być osobiście, to trzeba poczuć, to trzeba posmakować. W takich miejscach jak ten park widać nieograniczone możliwości twórcze  Pana Boga. Chwała Ci Panie, że mogę podziwiać Twoje Dzieło.

Kuśtykając dotarłem  na camp. Mam nadzieję, że po tych 16 kilometrach jutro będę w stanie jeszcze przebierać nogami a może nawet wyjść na jakiś krótszy dystans.


                                              


                                              


































   28/10/2024  -  Poniedziałek.


A jednak…

Jutro ma być załamanie pogody w związku z czym postanowiłem mimo dolegliwości zrobić trasę, która w połowie będzie dla mnie odkrywcza. Będąc tutaj kilka lat temu wydłużałem trasy a teraz muszę je skracać.

Po konsultacjach z moimi sąsiadami doszedłem do wniosku aby przejść loop (koło) zaczynając od Big Spring Canyon i wrócić na camp przez Wooden Shoe Canyon. To w sumie 12 kilometrów czyli o 4 km mniej niż wczoraj.
Dałem radę a końcówka Big Spring Canyon to znów widoki z najwyższej półki.





































   29/10/2024  -  Wtorek.


Pogoda...
W nocy trochę padało i momentami wiał bardzo silny wiatr. Budziłem się ponieważ śpię przy uchylonych szybach i bałem się, że mnie podmoczy. W związku z niepewną pogodą odpuściłem sobie na dzisiaj jakiś poważniejszy trekking by również dać odpocząć mojej obolałej kostce. Po późnym jak zwykle śniadaniu wsiadłem do highalndera i postanowiłem przejechać się tzw trasą widokową (scenic drive). Po wrażeniach z ostatnich dwóch dni było to totalnym niewypałem, totalną pomyłką i zmarnowaniem czasu. Jechałem już tędy kilka lat temu ale chodziło mi o to, aby mimo nienajlepszej pogody trochę się przejść i przewietrzyć. Przy drodze są dwie trasy - Slickrock Trail (2.4 mile) i druga króciutka (0.6 mile) kompletnie nie warta uwagi. Na końcu Scenic Road jest trail - Confluence Overlook, który prowadzi do miejsca gdzie Colorado River łączy się z Green River. W jedną stronę to 4 mile ale trail oprócz pierwszej mili nie jest warty zachodu. Oczywiście można się przejść do końca aby zobaczyć te łączące się rzeki. Widok, który mimo upływu lat wciąż mam przed oczami. Fajny, ponieważ kolory wody obu rzek różnią się i powstaje ciekawe zjawisko. Czując niedosyt z dokonań dnia dzisiejszego postanowiłem, że przejdę się tym atrakcyjnym, jednomilowym kawałkiem, miejscami trudnym aby przypomnieć sobie stare dobre czasy (ostre zejście i ostre podejście).



























   30/10/2024  -  Środa.


Zimno!
Było zimno w nocy, zimny poranek i niezbyt ciepły dzień. Dni tutejsze są jakieś takie krótkie . O 18:30 jest ciemno choć oko wykol a widno zaczyna się robić dopiero o 8:00. Dzisiaj postanowiłem się przejść do Chesler Park. Jest to kolejne  piękne miejsce i kolejna piękna trasa, chyba najbardziej popularna w całym parku. W związku z tym spotkałem na niej więcej ludzi. Nie znaczy to, że o tej porze roku są tutaj tłumy. Większość spotkanych to ludzie w moim wieku a nawet starsi. Jestem jedynym rodzynkiem bo większość to małżeństwa albo dwoje (dwóch) przyjaciół. Widać, że wielu Amerykanów zamiast kapcanieć po domach, gapić się w telewizor lub zajmować wnukami preferują aktywne życie na łonie natury. 
O 18:00 byłem na prelekcji o geologii tutejszej formacji skalnej. Te piękne igły (needles) powstały około 285 - 245 milionów lat temu. Przy okazji poznałem parę małżeńską z Idaho zajmującą camp obok mnie. Zaprosili mnie na wieczorne ognisko.
Dzisiejszego dnia przeszedłem mniej niż zamierzałem ale i tak uzbierało się około 13km. Gdybym rozpoczął treking z campingu byłoby parę kilometrów więcej. Ja natomiast dojechałem kilka mil do Elephant Hill skąd rozpocząłem dzisiejszą przygodę. 
Widząc tą scenerię wokół siebie człowiek zapomina o wszystkim - kłopotach, dolegliwościach i bólu.












































   31/10/2024  -  Czwartek.

Problem…
Myślałem, że dzisiaj przejdę już ostatnią z atrakcyjnych tras - Druid Arch. 
W obie strony to około 11mil czyli ~18 km.
Zrezygnowałem z tego przedsięwzięcia ze względu na silny ból kostki.
Zrobiłem sobie dzień przerwy i być może spróbuję jutro. Oczywiście nie oznacza to, że dzień upłynął mi na leniuchowaniu. Zrobiłem krótsze traski. Najdłuższa w pobliżu campingu na którym parkuję i śpię. Inne miejsca to min Cave Spring i Stone Storehouse. W sumie nazbierało się około 5.5 km.





















   01/11/2024  -  Piątek.


Dylemat...

Podjąłem decyzję że spróbuję przejść te 5.4 mili do Druid Arch (licząc powrót to prawie 11 mil). Aby wędrówka liczyła tylko tyle musiałem (po raz kolejny) podjechać szutrową drogą na parking przy Elephant Hill.

Pierwsze półtorej mili szedłem tą samą ścieżką, którą  w środę kroczyłem do Chester Park a potem w większości już łagodnym kanionem  do celu, czyli do łuku. Ostatnie 0.5 mili było trochę bardziej wymagające. Kilka starszych osób od miejsca, w którym trzeba skorzystać z wejścia po drabince zawracało z powrotem. Ja z Bożą pomocą dałem radę podejść i zejść. Przy arch poznałem młodą parę z Colorado, która podobnie jak ja zrobiła sobie przerwę na przekąskę. Nawiązałem rozmowę podczas której okazało się, że sąsiadujemy z sobą na campingu. Po raz kolejny pani była osobą bardziej rozmowną i po raz kolejny to od kobiety usłyszałem zaproszenie na ognisko i piwo. Powrót na parking przy wzgórzu słonia rozpoczęliśmy razem ale mniej więcej w połowie drogi powrotnej moi nowi znajomi zdecydowali się na przerwę. Ja kontynuowałem wędrówkę i bez przygód doszedłem do auta.
Pobyt w The Needles District uważam za bardzo udany. Świetny camping, przepiękne trasy i poznałem kilka ciekawych osób. Jutro rano wracam do Moab i będę zastanawiał się co robić dalej.


































   03/11/2024  - Niedziela.


Wczoraj dopiero przed południem wyniosłem się z Needles District of Canyonlands NP i nie spiesząc się około 13:00 dotarłem do Moab. Dla spokoju mojego sumienia sprawdziłem kilka najbliższych (płatnych) campingów i przekonałem się, że nie ma wolnych miejsc i przede mną noc gdzieś na polu. Po mszy św w miejscowym kościółku odjechałem kilka mil i nieopodal głównej drogi znalazłem odpowiednie miejsce, na którym były już dwa RV. Kiedy rankiem wychyliłem nos z auta zauważyłem, że lada moment zacznie padać deszcz. Czym prędzej odsłoniłem okna i wyniosłem się na teren bardziej przyjazny samochodowi.Tylko co opuściłem mój darmowy camp i zacząło padać. W godzinach od 11:00 do 16:00 padało bardzo intensywnie. Czas mnie nie gonił ponieważ od ponad 11 lat jestem na urlopie więc nic nie stoi na przeszkodzie aby pozostać tutaj trochę dłużej i nie przejmować się deszczem. Tym bardziej, że wcześnie rano zająłem sobie miejsce na campingu Arches National Park. Tutaj jest troszkę drożej niż w Canyonlands bo od seniorów biorą $12.50 za nockę. Jest też mniej prywatności ale wraz wolę być tu niż spać na dziko (za darmo), na BLM (ziemi należącej do rządu federalnego). Czuję się bezpieczniej, są czyste toalety i woda zdatna do picia. Nie chodziłem już drugi dzień z rzędu ze względu na deszcz. Odwiedziłem informację turystyczną w Moab i zaplanowałem co będę robił dalej. Goszcząc tam skorzystałem z WiFi i do mojego iPod załadowałem z Netflix kilka filmów na długie i nudne wieczory. Dla mieszkańców Moab i okolic deszczowe dni to powód do radości. Cieszą się jak nas, mieszkańców Seattle cieszy świecące słońce i czyste niebo.





 

 
          

  




















    04/11/2024  -  Poniedziałek.

Tylko zazdrościć…                                                                                                                                                                               
Padało do późnego wieczora a nad ranem było już czyste niebo. Gwiaździste noce w Utah i Arizona są po prostu mega niesamowite. Nie wiem dlaczego ale nie mamy tego ani w Seattle, ani w okolicach Lublina. To kolejny punkt dlaczego trzeba przyjechać do Utah. Zimny, pogodny poranek a potem wyjście na trasę. Camping jest w najdalszej części parku do której można dojechać. To Devils Garden położony na wysokości ~ 1600 m. Właśnie tutaj jest początek jedynej, ciekawej trasy w tym parku-Primitive Trail. Jest na niej kilka przejść, których w tym wieku i w tym stanie zdrowia obawiałem się. Przy trasie jest kilka ładnych łuków (arches). Cała trasa to loop (koło), które wraz z dojściami do atrakcji to bite 9 mil, czyli 14 kilometrów. Zakończyłem dzień z dozą dumy ponieważ po raz kolejny poradziłem sobie z problemami wieku w jakim jestem. Jutro opuszczam Arches National Park ale przed wyjazdem zrobię kilka zdjęć w miejscach odwiedzanych przez leniuchów. 

                                           


                                          













   
05/11/2024  -  Wtorek.

Miło popatrzeć...
Dzisiaj opuściłem Moab i Arches NP. Nim do tego doszło odwiedziłem kilka ciekawych miejsc jeszcze będąc na terenie parku i uwieczniłem je na zdjęciach . 
Kolejne 3 noce spędzę w Blanding. To małe miasteczko nadal w Utah z populacją 3.5 tysiąca mieszkańcow.
Spanie będzie w motelu bo trzeba zrobić pranie i wymoczyć spragnione wody ciało. Zaskoczony byłem minusową temperaturą ale kiedy przeczytałem, że miasteczko leży na wysokości 1850 metrów npm przestałem się dziwić.


























   06/11/2024  -  Środa.

Zima...
Kilka osób, z którymi rozmawiałem w Canyonlands polecało mi okolice, w których teraz jestem. Między innymi mówili, że warto podjechać do Hovenweep National Monument. Ponoć zobaczę tam ciekawe ruiny z czasów kiedy na tych terenach mieszkali Indianie.  Byłem tam jednym  z pięciu zwiedzających. Miałem zrobić fajną (liczącą ~ 8 mil) trasę i jechać do kolejnych miejsc historycznych pozostawionych przez cywilizację indiańską. Kiedy tam dotarłem (przed 11:00) zaczął mocno sypać śnieg ale że temperatura była na plusie to szybko topił się. Czekałem ponad dwie godziny aż przestanie padać kierując się prognozą pogody, która mówiła, że nie będzie opadów. Kiedy w końcu przestało ruszyłem raźno przed siebie wiedząc, że i tak ze względu na brak czasu nic więcej dzisiaj nie zrobię. Przeszedłem trochę ponad 2 km i musiałem zawracać ze względu na padający śnieg, spadła również temperatura i śnieg przestał się topić. Myślę że i tak zobaczyłem to co najciekawsze. Byłem mile zaskoczony, że władze tak skrupulatnie o to miejsce dbają. Brawo.

                          
                                         












 

                                               




   07/11/2024  -  Czwartek.

Zgroza...
Po dzisiejszym wspaniałym dniu wróciłem do hotelu i zapytałem recepcjonistkę - gdzie mogę kupić piwo? Odpowiedź przyjąłem z głębokim smutkiem. Blanding - to miasteczko  wolne od alkoholu (dry town).
Bogu dzięki mialem jeszcze dwie puszki dobrego piwa z Moab. Piwo w stanie Utah jeśli już jest w sorzedaży sklepowej  to zawiera max 5% alkoholu. Inne wyjście to znalezienie sklepu tylko z alkoholem (których jest bardzo mało) albo zrobić zakup w browarze (których jest jeszcze mniej). Polecam bardzo dobre piwo wytwarzane w Moab, w miejscowym browarze.
To był bardzo dobry dzień. Odwiedziłem piękne miejsce znane jako - Natural Bridges National Monument. Pojechałem z gotowym planem ale po rozmowie z panią z Visitor Center skorygowałem mój plan i rozpocząłem wędrówkę od ostatniego mostu (bridge). Dzięki tej podpowiedzi przeszedłem całą trasę (loop). Ostatni z mostów (Owachomo Bridge) był moim pierwszym. Tam zszedłem do Armstrong Canyon i wędrując nim doszedłem do Kachina Bridge. Kontynuowałem wędrówkę w kierunku Sipapu Bridge idąc White Canyon. Od Sipapu trzeba było wyjść z kanionu a potem przejść jeszcze 2 mile z parkingu Sipapu Bridge do parkingu Owachomo  Bridge gdzie pozostawiłem mój samochód. Po raz kolejny dałem radę i przeszedłem około 16 km. Teraz cierpię ale jak mówią - cierpienie uszlachetnia. 
Zagadka dla was - jaka jest różnica pomiędzy arches (łukami) a bridges (mostami). Ja nie wiedziałem ale pani z informacji turystycznej w Blanding otworzyła moje oczy....

                                          

                                          

                                                                

                                          

                                                   

.                                                               


                                                           

                                          

                                         

                                                               

                                                         

                                                               

                                                               

                                                               

                                                               

                                                               


                                         

                                                              

                                                              

                                          

                                          

                                                                 

                                                                 

                                                                 

                                                           

                                                           

                                          

                                                           
   



   08/11/2024  -  Piątek.

Nuda...
Spedziłem ten dzień w Blanding i po opuszczeniu hotelu podjechałem do miejscowego muzeum - Edge of the Cedars State Park.
Niestety ale fobia do galerii i wszelkiego rodzaju muzeów nadal tkwi we mnie więc nie był to dzień udany. Udawałem zainteresowanie patrząc na zgromadzone tam eksponaty z czasów kiedy żyły tutaj plemiona indiańskie. W planie miałem jeszcze wizytę w The Dinosaur Museum ale znudzony tym pierwszym wróciłem do hotelu.



   09/11/2024  -  Sobota.

Arizona...
W drodze do Page zatrzymałem się w Monument Valley. Była to moja druga wizyta w tym uroczym miejscu. Poprzednim razem 
było aktywniej bo przeszliśmy kilka mil, a tym razem był tylko objazd autem. Caly ten teren leży na terytorium rezerwatu plemienia Navajo i to ich zasilają opłaty pobierane przy wjeździe. Nie mam problemu z opłatami, które są pobierane przez rodowitych mieszkańców tego kraju. Współczuję im bo w czasach kiedy federalne i prywatne środki hojnie płyną do różnego rodzaju mniejszości to ci, najbardziej skrzywdzeni najczęściej dostają przysłowiową figę.



























   10/11/2024  -  Niedziela.                                                                                                                                      
                                                                                                                                                                                                           

Page…

Miasteczko w Arizonie (tuż przy granicy z Utah) uzyskało status miasta dopiero w 1975 roku. Prawdopodobnie powstanie zawdzięcza swojemu położeniu, w pobliżu Colorado River i Glen Canyon. To w tym miejscu w późnych latach piędziesiątych rozpoczęto budowę  tamy (Glen Canyon Dam), dzięki której powstał potężny zbiornik wodny znany nam jako - Lake Powell. Miasto położone jest na wysokości 1300 metrów n.p.m. i zamieszkuje w nim ponad 7000 ludzi.

Powstało tutaj wiele ośrodków rekreacyjnych, które rocznie odwiedza kilka milionów osób. 

Nawet będąc w podróży zawsze staram się uczestniczyć w niedzielnych mszach św. W Page jest bardzo dobrze utrzymana świątynia katolicka, którą zbudowano przy głównym bulwarze miasta. Jako ciekawostkę podam, że przy tej ulicy jest wiele innych przybytków religijnych (innych wyznań). Głównym powodem mojego pobytu tutaj są dwa dzieła natury. Jednym z nich jest zakole rzeki Colorado (Horseshoe Bend), które zobaczyłem dzisiaj a drugie miejsce odwiedzę jutro. 






                       
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                   




   11/11/2024   Poniedziałek.


Miła niespodzianka…

Antelope Canyon - to druga atrakcja, którą najlepiej zrobić będąc w Page. Kilka razy byłem w pobliżu tego miejsca ale nie zdawałem sobie sprawy z ogromu wrażeń, których to arcydzieło Boga czy natury dostarcza. Odpychało mnie przede zwiedzanie w grupie (bardziej pasuje - przejście w grupie), koszta i tłumy ludzi. Gdyby nie mój przyjaciel i moja córka to prawdopodobnie nadal bym to miejsce omijał. W ostateczności zaważyło zdanie wypowiedziane przez Victorię - ojciec, musisz to zobaczyć i gwarantuję, że nie będziesz żałował. Kosztowało mnie to 145 $ ($130 bilet, $5 opłata na parkingu i $10 napiwek dla przewodnika, który był też kierowcą naszej 8-osobowej grupy). Powątpiewałem, czy to co zobaczę będzie warte tych pieniędzy. Ceny uzależnione są od pory roku i pory dnia. Kanion  znajduje się na terenie rezerwatu Indian Navajo kilka mil od Page. Jego właścicielem nie jest plemię ale jedna z rodzin tego plemienia. Pracownicy to jednak tylko Indianie. Kanion otwarto dla turystów w 1997 roku.  Składa się z części górnej (upper antelope canyon) i dolnej (lower antelope canyon). Ponoć obie są atrakcyjne ale droższe bilety są na górny. Poszedłem na całość i wybrałem górny. Kupiłem bilet w najlepszej porze dnia o tej porze roku. Nie była to jednak najlepsza pora roku na efekty związane z grą promieni słonecznych wewnątrz kanionu. Byłem z tym ok ponieważ jak wiecie nie znoszę tłumów. Wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane. Nasz przewodnik/kierowca znał niuanse związane z robieniem zdjęć w tym przepięknym miejscu. Cały tur trwa zaledwie dwie godziny, a samo przejście zajmuje około 30 minut. O ile dobrze pamiętam górny ma długość 200 metrów a dolny jest dwa razy dłuższy. Zarówno górny jaki i dolny należą do grupy kanionów szczelinowych (slot canyons), które powstawały na przestrzeni milionów lat na wskutek działania wody szukającej drogi ujścia w miękkich piaskowcach. Do dnia dzisiejszego przy nagłych i obfitych opadach deszczu przez kanion przepływają ogromne ilości wody kontynuując prace przy powstawaniu tego arcydzieła. Nie daj Boże znaleźć się tam podczas takiej ulewy.

Na koniec dodam, że było warto to zobaczyć. Jest to coś niezwykłego i niepowtarzalnego. Jeśli będziecie w Page gorąco zachęcam do odwiedzenia tego unikalnego miejsca. 

                                                                    

                                                                    

                                                                    

                                                                    

                                                                    

                                                                    

                                                                    

                                                              

                                                                   

                                                             

                                                             

                                                                   

                                                                   

                                            

                                                                   

                                                                   

                                                                   

                                            

                                                                    




12/11/2024   Wtorek.


Zima powróciła…

Jeszcze wczoraj po wspaniałym pobycie w Antelope Canyon  powróciłem do Utah. Moim zamiarem było znalezienie miejsca na nocleg  blisko Kanab i wzięcie udziału w porannym losowaniu na pozwolenie do wejścia na The Wave. Już raz szczęście mi dopisało i spędziłem tam niezapomniane chwile. Moim marzeniem było spróbować to powtórzyć. Kiedy dojechałem do Kanab okazało się, że Visitor Center jest już zamknięty. Z ciekawości sprawdziłem przez internet obowiązujące obecnie zasady losowania pozwoleń. Okazało się, że je zmieniono i od jakiegoś czasu wszystko robią online. Niestety, pokrzyżowało to moje plany i musiałam dokonać zmian. Postanowiłem odjechać od Kanab w kierunku Zion NP i jutro dotrzeć do tego parku.  Jechałem uważnie i w końcu zobaczyłem informację o parku stanowym z dostępnym campingiem. Camp podobnie jak inne dobrze zagospodarowany z czystymi toaletami i wodą. Dzisiaj rano zobaczyłem, że oprócz mnie były jeszcze dwa inne samochody.


                                                   


                                                   


                                                   


                                                   


                                                   


                                                                       


                                                   


                                                   



   Wtorek po południu - Zion NP...

Wczoraj po południu miałem założyć krótkie spodenki a dzisiaj rano obudziłem się w zimie. Zdecydowałem się przyjechać do Zion National Park z myślą, że pozostanę tutaj kilka dni. Niestety, na parkowym campingu mają inny system rezerwacji miejsc. Trzeba to robić przez stronę internetową www.recreation.govW poprzednich miejscach było kto pierwszy przyjedzie ten ma miejsce. Zion to jeden z 5 najczęściej odwiedzanych parków w USA i dlatego wybrali taki system. Siedzę w aucie i czekam, że może coś się zwolni. Jeśli nie to trzeba będzie przenieść się na BLM. Miejsce na campingu kosztuje $35 za noc. Wjazd na teren parku również $35. Znudziło mi się siedzenie i zdecydowałem się przejść i coś zobaczyć. Byłem już tu kilka razy ale nigdy nie pomyślałem żeby zrobić Watchman Trail. Nie jest on długi i wymagający więc może dlatego w przeszłości podchodziłem do niego z rezerwa. Okazało się, że to fajna trasa. Po zejściu z niej wstąpiłem na camping i wyprosiłem miejsce na polu grupowym. Dołączono mnie do pary z Niemiec i drugiej z Kalifornii. Ostatnie zdjęcia są robione z parkowego campingu.


















 




   13/11/2024   Środa.


Zion National Park a powinien być jeszcze dodany wyraz - Canyon. Płynie sobie nim rzeka o długiej nazwie - North Fork Virgin River.Obok rzeki przez najciekawszy (komercyjnie) odcinek prowadzi droga z której korzystają wybrani (przy kasie), a dla przeciętnego człowieka pozostaje korzystanie z autobusów elektrycznych. Kursują regularnie i często a co najważniejsze są bezpłatne. Jak już pisałem to nie mój któryś z rzędu pobyt tutaj. Będąc poprzednio przeszedłem wszystko co najbardziej popularne a tym razem chcę też zrobić coś nowego. Wczoraj był Watchmen Trail i coś ekstra a dzisiaj wstąpiłem do Visitor Center i skonsultowałem z Rangerem czy mój pomysł jest dobry. Postanowiłem pojechać autobusem do ostatniego przystanku nr 9 (Temple of Sinawava) i dojść ścieżką (w 90% nad rzeką) do przystanku nr 6 (The Grotto). Muszę napisać, że był to dobry pomysł dla aktywnych. Nie wykluczając mojej skromnej osoby ludzie zazwyczaj wysiadają na przystanku, robią zdjęcia a często robią je z autobusu i jadą dalej. Tym razem przeszedłem ten atrakcyjny odcinek na własnych nogach należąc do nielicznych co to tego dnia robili. Szlak, tak rzadko używany był mój.



                                                                              


                                                   


                                                                              


                                                   


                                                                               


                                                                               


                                                   


                                                                               


                                                                               


                                                                               


                                                   


                                                   


                                                   


                                                   


                                                                       






     14/11/2024  -  Czwartek.                                                                                                                                   
Angels Landing…                                                                                                                                                                                                    

Dzisiejszy dzień to kolejny test sprawności fizycznej.

Osiem lat temu z kolegą, który miał wtedy 72 lata doszliśmy do końca trasy. Dwóch młodszych kolegów wycofało się. Kilka lat później przeszedłem ją z sympatyczną Anią a jej młoda szwagierka odpuściła. W międzyczasie zmieniły się przepisy i aby być wejść na ostatni (1/2 mil) odcinek trzeba mieć permit (pozwolenie), czyli zapisać się na losowanie i wylosować je. Odcinek ten uważany jest za bardzo niebezpieczny i dlatego zainstalowano łańcuchy. Wczoraj przed 15:00 wypełniłem aplikację na losowanie. Kilka minut po 16:00 dostałem email, że wygrałem. Oczywiście cały ten proces związany jest z kosztami jakie musiałem ponieść. Szczęśliwy z wyniku losowania miałem otwartą furtkę aby się sprawdzić. Myślę, że to ze względu na popularność tej trasy wprowadzono ograniczenia. Od czasu wprowadzenia losowania dziennie wpuszczają 800 osób.

Dzień zakończył się pełnym sukcesem i szczęśliwie bo po raz kolejny udało mi się wyprosić miejsce na parkowym campingu. Na kolejne trzy
nocki mam już rezerwację. Hurrra!!!                                                                                                                                    

  




























  15/11/2024   Piątek.


Sąsiedzi…

Po wczorajszej przygodzie w dzisiejszy poranek miałem problem z dojściem do toalety. Niestety, z wiekiem wcale a wcale nie mądrzeję. Kiedy wczoraj rozpocząłem zejście wyprzedził mnie facet może o 10-15 lat młodszy. Coś mi odbiło aby trzymać jego tempo. Dałem radę ale dzisiaj odczuwam ból w mięśniach udowych, którego o takiej intensywności jeszcze nigdy nie miałem.

Dobrze, że na dzień dzisiejszy w planie jest przejście kilku mil po łagodnej trasie. Rozpocząłem od przystanku nr 6 (The Grotto) i idąc Kayenta Trail doszedłem do Upper Emerald Pool. Schodząc od górnego stawu minąłem środkowy a na końcu dolny. Kontynuowałem przechadzkę aż doszedłem do przystanku nr 4 (Court of the Patriarchs).


Chyba już pisałem o tym, że bardzo często słyszę tutaj mieszkańców zza naszej wschodniej granicy. Nie wiem czy nie częściej niż ludzi mówiących po Hiszpańsku. Połowę stanowią młodzi ludzie obojga płci.to młode. Dzisiaj przez kilkanaście minut szedłem za 3 kobietami w wieku około 30 lat. Rozmawiały po rosyjsku ale na pytanie jednego z turystów odpowiedziały, że są z ukrainy. Swędział mnie jęzor aby zagadać ale powstrzymałem się. Oczywiście wszystkie 3 dobrze ubrane (dwie w sukienkach) ale nie w góry tylko do nocnego lokalu. Drogie buty, drogie markowe kurtki ale to wszystko nie na trasę. Oczywiście podrasowane twarze (batoks) z mocnym makijażem. Często zatrzymywały się dla robienia zdjęć blokując przy okazji całą szerokość ścieżki.

Przykład idzie z góry. Jakie „elity” , tacy i … .



                                                           


                                      


                                                          


                                     


                                                            


                                                         


                                                         


                                                         


                                                         


                                                    


                                                    


                                                          


                                                          


                                                     


                                     


                                                         


                                     


                                     


                                     


                                     


                                                         


                                     


                                                         


                                     


                                     


                                     


                                                        


   16/11/2024   Sobota.


Dzisiejszy dzień jest moim ostatnim w Zion National Park. Zrobiłem prawie wszystko co miałem zaplanowane. Zostawiłem sobie kilka miejsc na dzisiaj ale w popołudnie  zaczął padać deszcz. Przed południem przejechałem się drogą nr 9 - wschodni wjazd do parku. Jeśli tutaj będziecie to serdecznie polecam ten kilkunastomilowy odcinek (od budek kontrolnych do Visitor Center), jest wręcz rewelacyjny. Polecam szczególnie dla tych co mają mało czasu i piękno natury (dzieło Stwórcy) „podziwiają” z okien swoich samochodów. Oczywiście ja to rozumiem i kiedy byłem tutaj pierwszy raz też tak (niestety) robiłem. Obecnie myślę inaczej i uważam, że lepiej zobaczyć mniej a dokładnie. Musisz wejść do muzeum żeby zobaczyć co tam jest. No cóż, mam ten komfort, że nie pracuję i mam mnóstwo czasu. Niestety, mając ograniczone środki żyję skromnie.  Mimo tych mankamentów jestem bardzo zadowolony i szczęśliwy. Mój 17- letni highlander to mój ulubiony dom. Mam w nim sypialnię, pokój wypoczynkowy, kuchnię, jadalnię i łazienkę. Prawdopodobnie przyzwyczaiłem się do tego stylu życia podczas górskich wędrówek. Kiedyś było super (w malutkim jednoosobowym namiocie) a teraz jest jeszcze lepiej. Jutro planuję przenieść się do kolejnego parku narodowego.
















































17/11/2024  - Niedziela.


Dzisiaj ze łzami w oczach pożegnałem Zion NP. Wczoraj przed zachodem słońca już po deszczu zauważyłem ciekawe zjawisko kolorystyczne. Wstawiłem 3 zdjęcia - ostatnie. Dzisiaj rano wyjechałem później niż planowałem ponieważ nie miałem odwagi wyjść ze śpiwora. Ostatnia noc była najzimniejsza. Tu gdzie dzisiaj zamierzam spędzić noc ma być jeszcze chłodniej gdyż będzie wyżej (ponad 2,000 metrów. Jestem już na kolejnym parkowym campingu, tym razem w Bryce Canyon NP. Zarówno w Zion jak i tutaj dobra pogoda i przepiękne, błękitne niebo. Ten błękit w Utah ma różne odcienie w zależności, w którym kierunku patrzymy. To jest coś niesamowitego. 

W związku z niską temperaturą camp jest prawie pusty. Działa na zasadzie FF (first come, first serve). Ze względu na niską temperaturę i mniejszą ilość turystów otwarty jest tylko jeden camp a na nim jedna sekcja. Opłata za miejsce $ 30, a w moim przypadku $ 15. Ta sama cena jest dla namiotów, samochodów i przyczep campingowych. Jadąc tutaj po drodze zatrzymałem się w Red Canyon. Być może któregoś dnia zrobię tam jakąś trasę. Nie zapomniałem oczywiście, że dzisiaj niedziela i o moim psim obowiązku obecności na mszy świętej. Fajny, malutki kościółek znalazłem w Panguitch.

To około 20 mil od parku. Ksiądz dojeżdża z Cedar City. Co ciekawe miałem przyjemność poznać pierwszego w moim życiu księdza z Indii. Wygłosił bardzo ciekawą homilię min o naszym „najlepszym przyjacielu” - szatanie.


                                                                                                        









                                                                               


                                                                              


                                                


                                                                     








  





18/11/2024  -  Poniedzałek.                                                                                                                      

Bryce Canyon na szybko.                                                                                                                                                                

Jeszcze  wczoraj planowałem, że zejdę na dół. Odłożyłem to na jutro i właśnie jutro planuję połączyć dwie trasy w jedna. Obie są warte zachodu i myślę, że dam radę.

Dzisiaj było oglądanie z auta. 

Od Visitor Center prowadzi 18-milowa droga do najwyższego punktu w parku. Rainbow Point leży na wysokości 2778 metrów i na nim kończy się droga. W pełni sezonu kursują parkowe autobusy a po sezonie trzeba korzystać z własnego transportu. Wracając zatrzymywałem się na każdym punkcie widokowym. Zajęło mi to około 4 godzin. W tym czasie przeszedłem ponad 5 kilometrów. To co widziałem zobaczycie na zdjęciach. Mam nadzieję, że jutro porównacie ze zdjęciami z dna kanionu.



Tobias - kolejny sympatyczny Niemiec.
























19/11/2024   Wtorek.                                                                                                                                                                                       
                                                                           

Nadal w śpiworze.Podają, że jest minus 8° C. To chyba maksymalna temperatura na mój śpiworek. Cieplejszy, z którym wyjeżdżałem w Andy, Himalaje i Karakorum  pozostał w Polsce. Ten jest na 15° F. Ostatnie dwie noce zakładam piżamę i czapkę. Jeśli temperatura spadnie o jeszcze jeden stopień trzeba będzie do spania zakładać (oprócz piżamy), jeszcze jedną warstwę. 

W Zion było jeszcze sporo namiotów a tutaj zero. Ludzie śpią w RV, przyczepach, i samochodach typu Van i SUV. Najważniejsze, że przeżyłem. Nieprzyjemne są poranki bo nie ma się ochoty aby wyjść z ciepłego śpiwora. Dzisiaj musiałem nadrobić wczorajszy, leniwy dzień. Zacząłem go w Sunset Point schodząc w dół kanionu szlaczkiem Navajo Loop. Zszedłem częścią zwaną Wall Street a potem łącznikiem dotarłem do Peekaboo Loop (trasa a kuku). To był mój 4 raz ale zawsze robię to w inny sposób. Nie będę opisywał tego 3-milowego kółka bo zobaczcie na zdjęciach. Napiszę tylko, że to chyba najlepsze „a kuku” jakie widziałem w życiu. Wróciłem łącznikiem do Navajo Loop i kolejnym łącznikiem doszedłem do Queen’s Garden (ogród królowej/królewski) a potem podejściem na brzeg kanionu w Sunrise Point. Już na powierzchni wycementowaną trasą doszedłem do Sunset Point gdzie był mój samochód.

W związku z niską temperaturą treking rozpocząłem około 11:00. Przy aucie byłem około 14:00. Przeszedłem ~ 7 mil (~11 km). 

W przeszłości było szybciej i łatwiej a dzisiaj wróciłem do auta zmęczony. Jak to mówią - starość nie radość i pogodnie trzeba pogodzić się z tym faktem.

Musicie pamiętać, że na tej trasie jest mnóstwo zejść i podejść, ale moim zdaniem warto przygotować się odpowiednio aby ją przejść, bo naprawdę jest ona piękna. Porównajcie zdjęcia z dnia dzisiejszego do tych wczorajszych.


                                                                                 


                                                                       


                                                                                 


                                                                       










































































20/11/2024   Środa.


Na pożegnanie z Bryce Canyon zerwałem się wcześniej niż zawsze aby pojawić na Sunrise Point na wschód słońca. Niestety, będąc zaspanym skręciłem nie tam gdzie trzeba no i byłem spóźniony. Zły na siebie wyruszyłem do ostatniego w moim planie parku narodowego - Capitol Reef. Jest to najmniej znany i najmniej popularny z parków narodowych w Utah. Byłem już w nim poprzednio i może ze względu na mniejszą popularność postanowiłem wrócić. Zamierzałem pozostać na 3-4 noce ale pod wpływem próśb mojej małżonki zmieniłem plan i zarezerwowałem camping tylko na dwie. Wczoraj przez powiat, w którym mieszkamy (King County), przeszła potężna burza i 10-tysięcy ludzi pozostało bez energii elektrycznej. Pracownicy zakładów energetycznych pracują 24-godziny na dobę ale naprawy lini przesyłowych i stacji transformatorowych mogą potrwać do tygodnia lub dłużej. Żona ważniejsza od wakacji i trzeba spieszyć na ratunek. Mamy generator prądotwórczy i odpowiednią instalację ale trzeba mieć minimum wiedzy aby to puścić w ruch. 


Wracając do parku jest w nim kilka fajnych tras, które warto przejść.

Na terenie parku jak i w najbliższej okolicy nie ma serwisu telefonicznego ani internetu. Jedyne miejsce z internetem to Visitor Center. W obrębie parku jest tylko jeden camping a rezerwację dokonuje się online. O tej porze roku nie ma problemu ze znalezieniem miejsca. Trafiłem pechowo na remonty. Drogowcy zamknęli drogę widokową, z której jest dostęp do kilku tras (kładli nowy asfalt). Utrudniony był również dostęp do Visitor Center ze względu na prace przy rozbudowie parkingu.

W dzisiejsze popołudnie przeszedłem około 11-12 kilometrów łącząc dwie trasy - Rim Overlook i Hickman Bridge.




























 












  21/11/2024   Czwartek.


Ostatni dzień wakacji w Utah i ostatni trek. Na dzisiaj zafundowałem sobie  Cassidy Arch via Grand Wash.  Przyznam szczerze, że to jeden z moich ulubionych w Capitol Reef.

Rozpocząłem bardzo późno ponieważ Fruita Campground ma wiele mankamentów. Trzeba rezerwować online, zero prywatności a słońce o tej porze roku pokazuje się około 10:00. Oczywiście czekałem na nie ponieważ było zimno. Wczorajszej nocy nie było namiotów, dzisiaj stoją dwa. 

W sekcji A i B nie można odpalać agregatu. Można to zrobić w sekcji C. W pełni sezonu sekcja C jest przeznaczona dla dużych RV. Podobnie jak w innych parkach na campingu nie ma na stanowiskach wody, prądu i podłączenia do ścieków. Jest natomiast mnóstwo toalet, które są ogrzewane. Toalety są czyste a w Bryce jest nawet ciepła woda. W Capitol Reef cena za noc $25 (przed zniżką). Jak w większości parków to bardzo dobry czas na wizytę ponieważ jest stosunkowo mało ludzi. Dla mnie to bardzo ważny argument.



                                                                           


                                               


                                                                            


                                                                            
































KONIEC (THE  END)





















































































































 


































































































































































 


























































No comments:

Post a Comment